Myślałam, że nigdy nie skończę tego opowiadania, a jednak. Popełniłam je do końca i jestem nawet z tego dumna. Pierwszy raz ukończyłam swoją wizję. Pierwszy raz udało mi się dotrzeć do końca. Życzę sobie większej ilości takich sukcesów :D Oczywiście postać literacka imieniem Lestat nie należy do mnie. Tak w gwoli ścisłości.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 maja 2010
wtorek, 6 kwietnia 2010
Verenka jako wampir
No to tak... Robiąc sobie porządeczek na laptopie znalazłam taki piękny twór z GIMPa. xD Ciekawe co na to powiecie... ^^
poniedziałek, 1 marca 2010
Spełnij moje marzenie część 2
Twórczość z piątkowej geografii! :D Przepisana. W końcu mam tytuł. I nawet mam pomysł. Enjoy! PS. Oczywiście Lestat nie należy do mnie. Nie zarabiam na tym. To tylko fanfic ;)
poniedziałek, 15 lutego 2010
Spełnij moje marzenie part 1
Taaak. Daaawno to napisałam. Miał być oneshot, ale doszłam do momentu gdzie kompletnie nie mam pomysłu, dlatego wstawię to co mam i pomyślę co dalej. W sumie beznadzieja bo nie mam nawet tytułu xD
O i pamiętajcie, że oczywiście baaaardzo bym chciała, ale ani Lestat ani Armand nie należą do mnie niestety =(
Enjoy!
O i pamiętajcie, że oczywiście baaaardzo bym chciała, ale ani Lestat ani Armand nie należą do mnie niestety =(
Enjoy!
piątek, 22 stycznia 2010
W poszukiwaniu słońca
Taki mały oneshot o Lestacie. Naszło mnie żeby coś o nim skrobnąć no i jest. Nie wiem czy ktokolwiek przeczyta, czy komukolwiek się spodoba, ale miałam taki kaprys! Ot co! =P
Oczywiście ani Lestat ani Armand nie należą do mnie. Pożyczam sobie ich na chwilkę, zaraz oddam ;)
Oczywiście ani Lestat ani Armand nie należą do mnie. Pożyczam sobie ich na chwilkę, zaraz oddam ;)
środa, 6 stycznia 2010
„Hotel Transylvania” Chelsea Quinn Yarbro
Gdy byłam w Empiku z przyjaciółmi, natchnęłam się na ulotkę w jednej z książek Anny Rice. Były na niej różne dzieła na temat wampirów. Jednym z nich było „Hotel Transylvania” autorstwa Chelsea Quinn Yarbro. Wzięłam do rączki tę pozycję i przeczytałam tył książki. Ostatnie zdanie brzmiało mniej więcej tak: „stawianemu na równi z „Kronikami wampirów” Anne Rice” więc musiałam przeczytać! No i tak się stało. Wczoraj oficjalnie zakończyłam czytanie tej książki.
niedziela, 3 stycznia 2010
Wampiry i twórczość Verenki
Hello everyone!
Jak widzicie na blogu powstaje opowiadanie. Zachęcam do czytania i komentowania. Jeśli jesteś tutaj z niewiadomego źródła, nigdy mnie nie spotkałeś/łaś, baaaaaardzo chętnie wysłucham Twojej opinii. Kumacie... kumpele słodzą ;) A tak to ktoś może być obiektywny.
Szukam także fajnego tytułu do tego cudeńka. Masz pomysł? Pisz! :D
Jak braciszek był w domku to opowiedział mi o czymś takim jak Google Analytics. Założyłam dla tego bloga i zobaczymy potem statystyki ;)
Co do wampirów i opowiadania to mam nadzieje że podoba Wam się moja radosna twórczość. Kocham te małe krwopijcze stworki ^^ Najbardziej lubię książki Anny Rice. Jest genialną pisarką i szkoda, że nawróciła się na katolicyzm. A czemu szkoda? Bo obiecała, że nie napisze książki wbrew Bogu i bla bla bla... A wampiry są tematyką sprzeczną czy coś w ten deseń. No nic. Szkoda, że nie będzie więcej przygód Lestata i jego świty. Jeśli kiedykolwiek natkniesz się na Kroniki Wampirów musisz przeczytać!
Pozdrawiam
Wszedł po schodach, a następnie kontynuował wycieczkę wzdłuż ciemnego korytarza. Widział wszystko choć brakło świec. Szedł tak, aż stanął przed drzwiami usytuowanymi naprzeciwko schodów najdalej od nich oddalonych. Wyjął z kieszeni klucz, po czym włożył go do zamka i przekręcił. Wślizgnął się do pomieszczenia i od razu skierował się w stronę starej obdartej kanapy, na którą opadł z lekkim hukiem błyskawicznie zamykając powieki.
Gdy wskoczył między drzewa pędził co sił przed siebie. Jego ciało zwinnie i szybko poruszało się wśród zieleni. Swoją szybkością nie zakłócał ciszy lasu. Nie poruszał ani jednego listka, ani jeden szmer nie zakłócał szumu drzew. Nawet światło nie zdążyło paść na jego powierzchnię, by odbić blask księżyca ukazując jego aktualną pozycje. Gdyby ktoś tam stał to nawet nie zauważyłby, że minęła go jakże piękna kreatura. Niedane mu było pędzić długo. Bardzo szybko las zaczął się przerzedzać i w oddali pojawiły się światła miasta.
wtorek, 29 grudnia 2009
Na środku pustkowia w podartej sukience stała dziewczyna. Zielony materiał w wielu miejscach przesiąknięty był czerwoną krwią. W powietrzu unosił się zapach sosen. Wiatr cichutko poruszał liście, a wśród jego szmerów słychać było tylko płacz człowieka przybranego w przybrudzony materiał. Wyglądała na przerażaną. Oczy błyszczały z każdym szmerem, jakby czekając w niepewności, czy coś pojawi się zza drzew. Tak, jakby chciała, się schować jednak na tej polanie nie miała dokąd. Bała się. Napięcie rosło w miarę jak niebo ciemniało. Wiedziała co to oznacza – zbliżała się noc.
sobota, 17 października 2009
Samobójstwa, morderstwa oraz bez talencia ^^
Hej. No i nic. Obiecałam notkę w weekend, więc trzeba się wywiązać z obietnic. Nie wiem czy będziesz zadowolona. Nie mam ciekawych pomysłów, a nie lubię dzielić się notkami w stylu „wstałam, zjadłam śniadanie, zrobiłam to czy tamto”, bo to często mija się z celem.
Aktualnie tworząc tę notkę (opublikuje ją pewnie już po, ażeby mieć pełny obraz dzisiejszego odcinka) oglądając „Mam talent” i dlatego moja notka będzie poświęcona głównie telewizji i kinematografii. PS. Nie chcesz wiedzieć o czym są filmy? To najlepiej nie czytaj, bo pewno zepsuje Ci zabawę ;)
Chcę odtworzyć swoje odczucia chronologicznie, więc zacznę od środy. Byliśmy na filmie „Weronika postanawia umrzeć”. Film bazuje na książce o tym samym tytule napisanym przez Paulo Coelho. Weronika, która cierpi na depresje, postanawia się zabić. Łyka jakieś proszki i zasypia. Budzi się jednak w szpitalu. Na dodatek... Psychiatrycznym. Lekarz mówi jej, że te tabletki coś tam jej uszkodziły, więc i tak umrze. Laska ponawia swoją próbę no, ale ją znajdują i tak w kółko. Aż w końcu przechodząc korytarzem, siada i zaczyna grać na fortepianie. Widzi ją taki gościu, co od śmiertelnego wypadku samochodowego swojej dziewczyny (on prowadził), nie powiedział ani słowa. No i ona go tam podrywa. Potem on zaczyna mówić. Pada np. zdanie coś w stylu „Jesteś dla mnie bardzo ważna”. No i uciekają razem, lecz ona boi się, że pewnego dnia umrze. Film kończy się zwierzeniem doktora w liście pożegnalnym, który zostawił opuszczając placówkę. Mówi w nim, iż choroba to był czysty blef.
Film na pewno ma przesłanie. Ukazuję, że trzeba żyć pełnią życia. Należy żyć, tak, jakby jutro miał być koniec świata. Tak żeby niczego nie żałować. Ujawnia także problemy, które dotykają nas codziennie, to znaczy - pomyśl ile ludzi dzisiaj pyta się, po co żyje, po co to wszystko itd. Ona właśnie tak zaczynała. Kwestią jest, tylko żeby każdy nie kończył jak ona. W sensie próba samobójstwa. Przedstawia również sile innych ludzi. Jak mogą nam pomoc. Jak mogą zmienić nam życie. Ty też jesteś otoczony(a) takimi ludźmi. I za to powinno się dziękować.
Kolejny film, który wybrałam to „Van Helsing”. Obejrzałam to wczoraj. Groch wysławiał ten film ponad niebiosa, ale ja mam mieszane odczucia. Van Helsing jest łowcą wampirów. W Watykanie dostaje misje, aby uratować przed śmiercią jakiegoś księcia i jego siostrę, zabijając Hrabiego Draculę. No i co tu dużo mówić walczą, tłuką się, rozwiązują zagadki, aż w końcu Van Helsing wygrywa.
Po film sięgnęłam, ponieważ obejrzałam „Draculę”. Jest to świetny film z 1992 opowiadający historie hrabiego. Niby jest to horror, ale uśmiałam się równo. Uważam, że był to genialny film, no, ale to nie on jest tematem mojej recenzji. Po tak dobrym początku „Van Helsing” mnie rozczarował. Spodziewałam się, że będzie to na podobnym poziomie co starszy film. Jednak wszystko kręciło się wokół banalnej fabuły i tandeciarskich efektów wizualnych. Kolejny film na poziomie Zmierzchu, który nie powinien mieć w opisie słowa wampir, ponieważ moim zdaniem nie ma z nimi nic do czynienia.
No i już wiecie, co oglądałam w ostatnich dniach. Teraz pora na recenzje bardziej świeżą. Ten program zainspirował mnie do dzisiejszej notki.
Ludzie momentami naprawdę są walnięci. Program „Mam talent” często ukazuje prawdziwe talenty, ale także wielkie porażki i tworzy taką komedię, że aż brak słów. Dziś było parę ciekawych osób. Był sobie np. 17 latek w trakcie mutacji. Śpiewał zarąbiście ^^ Fajne (w sensie takie bardzo ładne) występy to np. gościu, który grał na łyżkach. Naprawdę dawał czadu. To takie oryginalne. Fajny był też iluzjonista. Sztuczka z kulą była najlepsza. Gościu narysował kulę w bloku rysunkowym potem strzepnął i voilà (o jeny francuski xD) z bloku wypadła kula!!! Były też dwa ładne występy śpiewackie. Ale najlepsze były teksty Kuby. Jak zwykle zresztą. Po występie z aniołami walną „No i diabli wzięli”. Były także takie: „profesjonalny brak talentu”, „ostatni raz się tak bawiłem, jak czytałem treny Kochanowskiego”, „gdzie Ty się dowiedziałeś, że masz talent? Na naszej-klasie?”. Ładnym, wręcz refleksyjnym, tekstem było „Czasami talent wychodzi, kiedy coś nie wychodzi”. Został wypowiedziany po występie gostka robiącego triki na linie. Niestety trochę mu nie wyszło, ale kolo wytrwał i dociągnął występ do końca.
No dobra. Rozpisałam się. Wiecie, że to ma aż 1 stronę A4? Kurde nieźle ^^
Pozdrawiam
Aktualnie tworząc tę notkę (opublikuje ją pewnie już po, ażeby mieć pełny obraz dzisiejszego odcinka) oglądając „Mam talent” i dlatego moja notka będzie poświęcona głównie telewizji i kinematografii. PS. Nie chcesz wiedzieć o czym są filmy? To najlepiej nie czytaj, bo pewno zepsuje Ci zabawę ;)
Chcę odtworzyć swoje odczucia chronologicznie, więc zacznę od środy. Byliśmy na filmie „Weronika postanawia umrzeć”. Film bazuje na książce o tym samym tytule napisanym przez Paulo Coelho. Weronika, która cierpi na depresje, postanawia się zabić. Łyka jakieś proszki i zasypia. Budzi się jednak w szpitalu. Na dodatek... Psychiatrycznym. Lekarz mówi jej, że te tabletki coś tam jej uszkodziły, więc i tak umrze. Laska ponawia swoją próbę no, ale ją znajdują i tak w kółko. Aż w końcu przechodząc korytarzem, siada i zaczyna grać na fortepianie. Widzi ją taki gościu, co od śmiertelnego wypadku samochodowego swojej dziewczyny (on prowadził), nie powiedział ani słowa. No i ona go tam podrywa. Potem on zaczyna mówić. Pada np. zdanie coś w stylu „Jesteś dla mnie bardzo ważna”. No i uciekają razem, lecz ona boi się, że pewnego dnia umrze. Film kończy się zwierzeniem doktora w liście pożegnalnym, który zostawił opuszczając placówkę. Mówi w nim, iż choroba to był czysty blef.
Film na pewno ma przesłanie. Ukazuję, że trzeba żyć pełnią życia. Należy żyć, tak, jakby jutro miał być koniec świata. Tak żeby niczego nie żałować. Ujawnia także problemy, które dotykają nas codziennie, to znaczy - pomyśl ile ludzi dzisiaj pyta się, po co żyje, po co to wszystko itd. Ona właśnie tak zaczynała. Kwestią jest, tylko żeby każdy nie kończył jak ona. W sensie próba samobójstwa. Przedstawia również sile innych ludzi. Jak mogą nam pomoc. Jak mogą zmienić nam życie. Ty też jesteś otoczony(a) takimi ludźmi. I za to powinno się dziękować.
Kolejny film, który wybrałam to „Van Helsing”. Obejrzałam to wczoraj. Groch wysławiał ten film ponad niebiosa, ale ja mam mieszane odczucia. Van Helsing jest łowcą wampirów. W Watykanie dostaje misje, aby uratować przed śmiercią jakiegoś księcia i jego siostrę, zabijając Hrabiego Draculę. No i co tu dużo mówić walczą, tłuką się, rozwiązują zagadki, aż w końcu Van Helsing wygrywa.
Po film sięgnęłam, ponieważ obejrzałam „Draculę”. Jest to świetny film z 1992 opowiadający historie hrabiego. Niby jest to horror, ale uśmiałam się równo. Uważam, że był to genialny film, no, ale to nie on jest tematem mojej recenzji. Po tak dobrym początku „Van Helsing” mnie rozczarował. Spodziewałam się, że będzie to na podobnym poziomie co starszy film. Jednak wszystko kręciło się wokół banalnej fabuły i tandeciarskich efektów wizualnych. Kolejny film na poziomie Zmierzchu, który nie powinien mieć w opisie słowa wampir, ponieważ moim zdaniem nie ma z nimi nic do czynienia.
No i już wiecie, co oglądałam w ostatnich dniach. Teraz pora na recenzje bardziej świeżą. Ten program zainspirował mnie do dzisiejszej notki.
Ludzie momentami naprawdę są walnięci. Program „Mam talent” często ukazuje prawdziwe talenty, ale także wielkie porażki i tworzy taką komedię, że aż brak słów. Dziś było parę ciekawych osób. Był sobie np. 17 latek w trakcie mutacji. Śpiewał zarąbiście ^^ Fajne (w sensie takie bardzo ładne) występy to np. gościu, który grał na łyżkach. Naprawdę dawał czadu. To takie oryginalne. Fajny był też iluzjonista. Sztuczka z kulą była najlepsza. Gościu narysował kulę w bloku rysunkowym potem strzepnął i voilà (o jeny francuski xD) z bloku wypadła kula!!! Były też dwa ładne występy śpiewackie. Ale najlepsze były teksty Kuby. Jak zwykle zresztą. Po występie z aniołami walną „No i diabli wzięli”. Były także takie: „profesjonalny brak talentu”, „ostatni raz się tak bawiłem, jak czytałem treny Kochanowskiego”, „gdzie Ty się dowiedziałeś, że masz talent? Na naszej-klasie?”. Ładnym, wręcz refleksyjnym, tekstem było „Czasami talent wychodzi, kiedy coś nie wychodzi”. Został wypowiedziany po występie gostka robiącego triki na linie. Niestety trochę mu nie wyszło, ale kolo wytrwał i dociągnął występ do końca.
No dobra. Rozpisałam się. Wiecie, że to ma aż 1 stronę A4? Kurde nieźle ^^
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)